piątek, 8 marca 2013

Rozdział 8

 
Słońce powoli obniżało się za linię horyzontu. Jego intensywnie złocista postać oddawała niebo do dyspozycji nocy. Pensylwańskie ulice były o tej porze zakorkowane, ponieważ wszyscy wracali z pracy, by móc dokończyć swój monotonny plan dnia i wlepić oczy w ekran telewizora.
W tak małym mieście nikt nie był anonimowy.
Ludzie wiedzieli, że pan Rhodes z naprzeciwka zdradza żonę i że pani Agin nie poszła w ostatnią niedzielę na nabożeństwo do kościoła, bo jej wnuczek wyszedł z więzienia. Nawet ściśle tajne informacje sprzedawały się jak świeże bułeczki.
Tajemnice nie istniały. Chyba, że ktoś potrafił trzymać kłódkę za zębami i naprawdę dobrze kłamać lub… hipnotyzować i wymazywać pamięć.
Na całe szczęście, wiadomość o postrzale nie dotarła do wścibskich uszu sąsiadek. Nikt nie miał pojęcia, co tak naprawdę się wydarzyło. Nawet sam Joseph nie wiedział, że jeszcze kilkanaście godzin temu był w krytycznym stanie.
Świadomość, że Joe nic nie pamięta, wcale nie poprawiała humoru Avalon. Musiała okłamywać swojego przyjaciela i opiekuna. Za każdym razem, kiedy na niego patrzyła, żołądek podchodził do jej gardła. W końcu, co miała mu powiedzieć? "Cześć, jestem Avalon. Mam super moce, całemu miasto grozi niebezpieczeństwo i tylko ja mogę je uratować. A tak poza tym, jak ci minął dzień?" - Nie, to nie wchodziło w grę.
W domu nikogo nie było. Joseph wyszedł do baru, a Jason pojechał do kolegi.
Nagle, brunetka poczuła wibracje w przedniej kieszeni spranych dżinsów. Dostała sms'a od Liama. Chwilę po jego przeczytaniu, zerwała się z miejsca, zdjęła ulubiony, turkusowy płaszcz z wieszaka i wybiegła z domu. Wsiadła do swojej niebieskiej, charczącej furgonetki i udała się pod podany przez chłopaka adres. Znajdował się przy skwerze za Grant Street. To właśnie tam, zabrał ją na pierwszą randkę
Na samo wspomnienie o jego melodyjnym uśmiechu, jeździe konnej i turlaniu się w świeżej trawie, dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Szybko jednak wróciła do rzeczywistości.
Dojechała na miejsce. Wśród konarów drzew dostrzegła policyjne koguty. Wyszła z auta zatrzaskując za sobą drzwi. Szeryf właśnie rozmawiał z Liamem. Chłopak stukał nerwowo podeszwą trampek o leśną ściółkę. Był bardzo blady i roztrzęsiony. Wokół nich, rozciągnięta była taśma ostrzegawcza.
Serce dziewczyny zaczęło podskakiwać. Ostrożnie, podeszła bliżej, jednak nie mogła wejść na oznakowany teren. Brunet właśnie skończył rozmawiać z funkcjonariuszem. Jego wzrok był przerażony.
- Co tutaj się stało? - zapytała, kiedy stanął tuż obok niej.
- Znaleziono kolejne ciało...
Avalon wstrzymała oddech.
- Jechałem po ciebie. Rozrusznik zaczął szwankować. Zatrzymałem się. Próbowałem złapać zasięg, żeby do ciebie zadzwonić - zawiesił głos. Wpatrywał się w przestrzeń nieobecnym wzrokiem. Jego klatka piersiowa poruszała się bardzo szybko. Brunetka przełknęła ślinę. Splotła jego palce ze swoimi starając się dodać mu otuchy. - Znalazłem dziewczynę. Była cała sztywna, blada, martwa - wyszeptał.
Dziewczyna wtuliła się w Liama. Przycisnął ją do siebie z całych sił kładąc brodę na jej miękkich, kasztanowych włosach.
Jej ciało obeszła gęsia skórka na samą myśl, kto mógł zabić dziewczynę. Zacisnęła wargi do bólu, przymrużając jednocześnie powieki. Kurczowo trzymała się bruneta.
- Panie Payne, proszę pojechać z nami na komisariat policji – powiedział chrapliwym, znużonym głosem aspirant. Ton jego głosu był flegmatyczny, zupełnie jakby znalezienie zwłok nastoletniej dziewczyny nie zrobiło na nim większego wrażenia.
Avalon cofnęła się o krok. Spojrzała z przerażeniem w oczy chłopaka. Była równie roztrzęsiona co on. Kiedy tylko wsiadł do policyjnego radiowozu, dziewczyna natychmiast wyjęła komórkę z kieszeni kurtki.
Po kilku sygnałach, usłyszała głos Tylera po drugiej stronie.
- Musimy porozmawiać – powiedziała gorączkowo.
- Co jest tak ważne, że przerwałaś moje poranne igraszki? – zapytał. Dziewczyna skrzywiła się.
- Poranne co? Nie… Wiesz, jednak nie chcę wiedzieć – odparła. – Spotkajmy się na Benville Square za pół godziny. Tylko nie przyprowadzaj ze sobą nikogo.
- Rozmowa w cztery oczy? To nie wróży nic dobrego – powiedział z charakterystyczną dla niego ironią i kpiną w głosie.
Avalon się rozłączyła. Tyler zrozumiał, że to coś poważnego i że brunetka nie żartuje. Przyjechał swoim samochodem terenowym na plac znajdujący się poza miastem.
Stała tam.
Jak zwykle, nie potrafił oderwać od niej oczu.
Wiatr plątał jej długie, lśniące włosy. Blask zachodzącego słońca wydawał się przenikać przez jej nienaganną, oliwkową cerę. Swoimi delikatnymi dłońmi zakładała niesforne pasma włosów za uszy. Jej czoło było zmarszczone, o oczy schowane pod wściekle zmarszczonymi łukami.
- Nie patrz na mnie w ten sposób – powiedział chrypliwie. – Czym sobie zasłużyłem?
- Powinieneś się domyśleć – warknęła, chowając dłonie w kieszeniach.
- Kochanie, jestem inteligentny, ale nie jestem medium. Nie mam pojęcia o co ci chodzi – mruknął.
- To ty zabiłeś tę dziewczynę. Ponownie kogoś zamordowałeś! – Spojrzała się na niego sądnie.
- O czym ty mówisz? – zapytał poważnym, wyraźnie zdziwionym głosem.
- Liam znalazł w lesie ciało nastoletniej dziewczyny. Była nieżywa.
- To nie ja – odparł.
Wzięła zamach i spoliczkowała go z całej siły. Tyler spojrzał na nią gniewnie. Zacisnął pięści i zęby, a czerń jego źrenic zabłysnęła groźnie.
- Kłamca! – wrzasnęła.
- Nie okłamałbym cię – odparł pozornie opanowanym głosem.
- Doprawdy? Jak dotąd wychodziło ci to naprawdę znakomicie. – Zaśmiała się drwiąco.
- Nie zabiłem żadnej dziewczyny!
- Zabiłeś ją! – wrzasnęła, ponownie próbując wymierzyć mu cios w policzek. – Tak samo, jak zabiłeś moją matkę! Bez żadnych skrupułów! – Jej oczy zaszły łzami.
- O czym ty mówisz? W ostatnim czasie, nikogo nie zabiłem – warknął, odpierając jej ataki.
- Ha! W ostatnim czasie? Myślisz, że ci uwierzę?
- Powinnaś.
- Ile osób do tej pory zamordowałeś? Czterdzieści? Pięćdziesiąt? Ludzkie życie nic dla ciebie nie znaczy – wysyczała przez zęby. – Ile lat gnijesz już na tym świecie? Jesteś nieśmiertelny, mam rację?
- To tak nie działa.
- Nie działa jak? – zapytała półgębkiem.
- To Ethan utrzymuje nas przy życiu. Jego moc przedłuża nasze istnienie. Będzie tak, dopóki sam nie zginie. Kiedy zginie, my zaczniemy się starzeć. Od kiedy do nas dołączyłaś, to dotyczy również ciebie.
- W takim razie, ile masz lat? – mruknęła, przełykając gęstą ślinę.
- Dwadzieścia sześć, ale dzięki Ethanowi, moje ciało nie starzeje się odkąd skończyłem dwadzieścia jednen lat.
Brunetka uniosła brwi. Jej dłonie zaczęły drżeć mimowolnie.
- To łowcy ją zabili. Uwierz mi, proszę – powiedział patrząc prosto w jej oczy.
- Dlaczego nie użyjesz hipnozy, żeby przekonać mnie do tego, że mówisz prawdę?
- Wolę, kiedy nazywa się to umiejętnością perswazji. – Uśmiechnął się kącikiem ust.
- Dlaczego? – powtórzyła bardziej stanowczo.
- Ponieważ ja wierzę… - Dotknął jej delikatnej, smukłej dłoni. – Wierzę, że jest we mnie niewielka część, która zasługuje na twoje zaufanie. Proszę cię tylko o to, żebyś mi zaufała… - wyszeptał przekonująco.
Avalon spojrzała badawczo na jego dużą, wyrzeźbioną dłoń ujmującą jej. Nabrała dużo powietrza do płuc, raptownie odrywając od niej swoją dłoń.
- Wierzę ci – powiedziała. – Ale to nie znaczy, że ci ufam.
Spojrzała w jego oczy. Głęboko. Czując w nim przez moment niewymuszone, prawdziwe dobro. Czując w nim odrobinę człowieczeństwa. Brąz jego tęczówek zdawał jej się zapłonąć.
Na chwilę, zatraciła się w jego magnetyzującym spojrzeniu. Poczuła dreszcze obchodzące jej ciało od palców u stóp po sam czubek głowy. Gwałtownie spuściła wzrok wiedząc, że powinna przestać. – Mógłbyś mnie odwieźć do domu, proszę? – zapytała najcichszym z szeptów. Głosem tak cichym i melodyjnym jak szum morskiej bryzy.
Milcząc, wsiedli do jego auta.

 
W Heal, jak zwykle o tej porze, przesiadywała połowa miasteczka. Niektórzy grali w bilard lub rzutki, a inni relaksowali się po ciężkim tygodniu spędzonym w pracy ze znajomymi, sącząc przy tym alkohol.
Na jednym z barowych stołków siedział Joseph. Nie wyglądał najlepiej, co nie uszło uwadze rudej pani przypatrującej się mu z niedaleka. Podeszła do mężczyzny, poprawiając włosy kilkakrotnie.
Usiadła obok niego, jednak on nie zwrócił uwagi na kobietę. Odchrząknęła znacząco, lecz to również nie dało oczekiwanego efektu.
- Przepraszam, czy my się skądś nie znamy? - zapytała go głębokim, radiowym głosem.
Jej słowa przywróciły Joe do rzeczywistości. Uniósł wzrok, zatrzymując go na zalotnym i sympatycznym uśmiechu kobiety.
- Jestem Joseph Woods – powiedział przypominając sobie, skąd zna miłego rudzielca. - Opiekun prawny Avalon i Jasona - dodał bardziej przygaszoną barwą głosu.
Kobieta była pedagogiem w szkole rodzeństwa.
- Ah tak! - Zaśmiała się. - Wiedziałam, że już wcześniej pana spotkałam .– Jej głos wcale nie był zaskoczony.
- Proszę mi mówić Joseph - odparł. - Albo Joe. - Obdarzył ją szerokim uśmiechem.
- Margaret Jennings - przedstawiła się oficjalnie. - A więc, Joe... Co tak właściwie robisz tutaj w piątkowy wieczór? Na dodatek, sam?
Joseph przez chwilę zastanawiał się, co powiedzieć. Prawdę? O tym, że nie potrafi sobie poradzić z Avalon i Jasonem? Że nie umie im pomóc? Że śmiertelnie tęskni za Gabrielle i smutki topi w alkoholu?
Prawda nie była najlepszym rozwiązaniem. Bądź co bądź, zgrabna, ruda pani była szkolnym pedagogiem.
- Gorszy dzień w pracy - odparł, przyciskając wargi do kufla z piwem.
- Mi uczniowie też czasem dadzą popalić – stwierdziła. - Dorastają. Gubią się, bo przecież to wciąż dzieci – otuliła mężczyznę ciepłym i spokojnym głosem. - Niezależnie ile mamy lat, gubimy się, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi - dodała cichszym głosem.
Joe potraktował to jako aluzję.
- Może masz ochotę towarzyszyć mi resztę wieczoru, Margaret? - zaproponował.
- Z przemiłą chęcią - odparła rumieniąc się lekko.
Ściągnęła szary płaszcz i zamówiła drinka.

 
Avalon siedziała nieruchomo na samochodowym fotelu obitym czarnym materiałem. Ogarnął ją paraliż. Oddychała nierówno, nerwowo oblizując co chwilę wargi. Kątem oka zerkała na Tylera. Był opanowany i spokojny. Mimo to, atmosfera była dość napięta.
Brunet niemalże słyszał ciche, niespokojne bicie jej serca.
- Co tam u twojego chłopaka? – zapytał całkiem poważnie.
- I tak cię to nie obchodzi - mruknęła, po czym westchnęła ciężko. - Pewnie nie najlepiej... – odpowiedziała po chwili. – A ty, nie myślałeś kiedyś nad tym, jak to jest się zakochać i dzielić resztę życia z tą jedną, jedyną osobą?
- Co to za niedorzeczne pytanie?
- Odpowiedz – zażądała.
- To mnie nie kręci – odparł obojętnie.
- Miłość jest piękna… - szepnęła.
- Co ty możesz wiedzieć o miłości? – zadrwił.
- Zapytał gość, który co noc jest z inną kobietą w łóżku. – Avalon przewróciła oczami. Spojrzała na pejzaże za samochodową szybą.
- Skąd oni w ogóle się wzięli, co? Ci cali łowcy? – zapytała, nie odrywając wzroku od nocnego krajobrazu.
- Tak naprawdę, łowca jest tylko jeden – odpowiedział, stukając palcem o kierownicę.
- Słucham?
- Wiedźma, która tak bardzo pragnęła naszej śmierci, stworzyła nie tylko kompas. Naznaczyła swoją krwią również jedno ze swoich dzieci. Pierwotny łowca jest tylko jeden. Jest nieśmiertelny. Tropiciel rodzi się poprzez zmieszanie swojej krwi z krwią pierwotnego.
- Przecież może w ten sposób zarazić wszystkich ludzi.
- Im więcej jest łowców, tym więcej sił traci pierwotny.
- Kiedy nadprzyrodzony zabije łowcę, umiera razem z nim, tak? Skoro mają nad nami przewagę liczebną, dlaczego od razu nas nie zabiją?
Tyler wzruszył lekko ramionami.
- Może chcą patrzeć jak wydajemy ostatnie tchnienie? Napawać się naszym cierpieniem? – powiedział, zerkając na nią. Ona zignorowała jego natarczywy wzrok.
Było kilka minut po godzinie dwudziestej.
Tyler wybrał drogę na skróty. Wjechał w usypaną z piachu drogę pomiędzy lasem. Samochody tędy rzadko kiedy przejeżdżały. Brunetka słyszała przez szybę głośne pohukiwanie sów. Wszystkie jej zmysły się wyostrzyły. Skronie zaczęły pulsować, a głowa pękać z bólu.
- Powinniśmy wybrać inną drogę. Zawróćmy - szepnęła mając przeczucie, że wydarzy się coś złego.
Tyler przyjrzał się uważnie dziewczynie. Zbledła, tęczówki jej oczu nabrały koloru jasnego błękitu.
- Co się dzieje? - zapytał gorączkowo.
- Zawróć. Natychmiast - rozkazała.
Brunet chciał zawrócić, jednak samochód nie ruszał. Kiedy tylko Tyler naciskał pedał gazu, auto odmawiało posłuszeństwa.
- Poczekaj chwilę - powiedział wychodząc. Okrążył pojazd dookoła nie słysząc już sprzeciwu Avalon.
Nagle, dziewczyna usłyszała głośny pisk, przeszywający na wskroś jej umysł. Był to dźwięk nieporównywalnie gorszy od paznokci drapiących tablicę. Z całych sił przycisnęła dłonie do uszu. Usłyszała strzał z pistoletu i pocisk przecinający powietrze. Jęczała, jednak hałas nie ustawał. Zdawało jej się, że krew strumieniami wypływa z jej uszu.
Nagle, zapanowała cisza. Dziewczyna usiłowała opanować swój szaleńczo szybki oddech. Zacisnęła mocno pięści i czym prędzej wybiegła z samochodu. Rozglądała się dookoła kurczowo trzymając się mankietów koszuli. Zacisnęła zęby do bólu.
Tyler zniknął.
Dźwięk jego imienia rozniósł się po całym lesie. Avalon wzywała go wielokrotnie, jednak nie otrzymała odpowiedzi. Szła wolnym, ostrożnym krokiem w głąb drzew. Palce jej dłoni odrętwiały, a ona sama ledwo dawała radę stawiać kolejne kroki. Wtem, usłyszała ciche trzaśnięcie gałęzi. Natychmiast spojrzała się w prawo. Do jej uszu dotarł szelest liści. Jej chód był coraz szybszy i coraz odważniejszy. Rozejrzała się dookoła, jednak nadal nic nie widziała. Mrok i chłód otulił ją z każdej strony powodując dreszcze na całym ciele.
Kiedy obejrzała się w lewo, do jej uszu dotarł stłumiony krzyk.
- Uciekaj! – Usłyszała głos Tylera.
Brunetka przez ułamek sekundy, widziała przemieszczającą się, czarną, okapturzoną postać, ale nie dostrzegła jej twarzy. Wbiegła do samochodu. Niezdarnie przekręciła kluczyk w stacyjce.
- No dalej! Dalej! - wrzasnęła.
Auto ugrzęzło w piachu. Dziewczyna nacisnęła pedał gazu, jednak wciąż nie reagowało. Już niemalże czuła oddech łowców na swoich plecach. Nagle, auto ruszyło! Dziewczyna zaczęła dyszeć ciężko. Jechała przed siebie, do domu Nadprzyrodzonych.

Wbiegła na posesję Chelsea. Nie pukała. Od razu chwyciła za mosiężną klamkę i wtargnęła do salonu. Brunetka właśnie przeglądała jedną z miliona ksiąg znajdujących się na regałach.
- Musimy porozmawiać - powiedziała stanowczo, oddychając astmatycznie.
- To, że jesteś dziewczyną Tylera nie znaczy wcale, że masz specjalne przywileje. Masz pukać. Chyba wyraziłam się jasno... - mruknęła nie odwracając wzroku od książek.
- Porwali Tylera! - krzyknęła.
Brunetka natychmiast się odwróciła. Podniosła się raptownie.
- O czym ty mówisz? - zapytała ściągając brwi.
- Odwoził mnie do domu. Musieli nas śledzić... On wyszedł, usłyszałam strzał, wyszłam z auta. - Zaczerpnęła głośno powietrza. - Nigdzie go nie było, przysięgam.
Chelsea spoliczkowała dziewczynę.
- Ty mała, podła dziwko! - wrzasnęła. - Jak mogłaś do tego dopuścić! Jak mogłaś do tego dopuścić wiedząc, że oni nas obserwują i tylko czekają na odpowiedni moment!
- Przepraszam! Nie wiedziałam, że... Nie wiedziałam, naprawdę. - Rozpłakała się.
Cheals schowała twarz w dłoniach.
- Nie zabiją go. Najpierw będą go torturować, dopóki nie powie im czegoś istotnego, nie wyjawi jakiejś tajemnicy – mruknęła do siebie. Spojrzała na Avalon. -Wszystko układało się dobrze, dopóki się nie pojawiłaś!
- Tak? Gdyby nie ja, nic byście teraz nie wiedzieli! - Spojrzała hardo w jej oczy schowane pod gęstymi brwiami.
- Mamy mało czasu, więc najlepiej już stąd odejdź i nie przeszkadzaj!
Avalon fuknęła ze wściekłości. Chelsea usiadła na kanapie ponownie przyglądając się kompasowi i zaszyfrowanej na nim wiadomości. Po chwili, dołączył do niej Clayton i Ethan. Nie zwracali specjalnej uwagi na brunetkę, która czuła się jak piąte koło u wozu.
Byli tak pochłonięci próbami rozwikłania zagadki, że nawet nie zauważyli Mackenzie schodzącej po schodach. Jej oczy były przerażone, a dłoń powoli zjeżdżająca po poręczy, drżała.
- Coś się stało, siostro? - zapytał Clayton z przejęciem.
Przełknęła ślinę, a po jej porcelanowym policzku spłynęła krystalicznie czysta łza.
- Rozmawiałam z nimi - szepnęła. - Duchy wszystko mi opowiedziały...
Chelsea zwróciła uwagę na piętnastolatkę.
- Co powiedziały? - zapytał Clay.
- Wiem już co oznacza ten kryptogram – powiedziała przez zaciśnięte gardło.
Serce Avalon zadrżało.
- Nie możemy ich zabić… Każda śmierć wysłanników pierwotnego łowcy sprawi, że on odzyska swoje siły, które przeznaczył na ich stworzenie. W momencie, gdy zabijemy pierwotnego łowcę, klątwa zniknie, a reszta z nich znowu będzie ludźmi.
- A więc jaki jest haczyk? – wtrącił Ethan.
- Zabić go musi jeden z nas, mając na sobie medalion, który odwróci klątwę. Wraz ze śmiercią pierwotnego łowcy, umiera też nadprzyrodzony, który go zabił - Zacisnęła swoje długie, szczupłe palce na bladoróżowej sukience.
- Żebyśmy mogli żyć, któreś z nas musi umrzeć - powiedziała Chelsea wpatrując się w ogień kominka.
Mackenzie pokiwała głową niemalże niezauważalnie.
- To musi być jakaś pomyłka - odezwała się Avalon zakrywając usta dłonią.
Najstarsza z nich, wstała gwałtownie. Podeszła do dziewczyny mocno uderzając szpilkami o panele.
- Już wystarczająco namieszałaś. Zmiataj stąd – warknęła.
- Jeszcze niedawno byłam wam tak potrzebna - zadrwiła pod nosem. – Ludzie szybko zmieniają zdanie.
- Czy ty nadal tego nie rozumiesz?! Nie jesteśmy ludźmi! Przez nas wszyscy cierpią i giną. Siejemy jedynie zniszczenie! Nie prosiłam się o to! Nie chciałam taka być! - wykrzyczała w jej oczy. - Może będzie lepiej, jeśli faktycznie wszyscy zginiemy. Nie zasługujemy na to, żeby żyć - dodała przygaszonym tonem głosu.
- Czyli poddajesz się? Miałam cię za silną osobę. Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam odzyskać Tylera - powiedziała dumnie.
Chelsea była zdziwiona stanowczą postawą brunetki. Avalon i impetem podeszła do drzwi, chwyciła za klamkę i odwróciła się na moment.
- Jesteście ludźmi - powiedziała żarliwie. - Dopóki jest w was choć odrobina człowieczeństwa, jesteście ludźmi - dodała wychodząc.
Biel księżyca rozlewała się na atramentowym niebie. Avalon otoczyła mleczna mgła. Weszła do domu przeklinając wszystko w duchu.
W salonie siedział Joseph z Jasonem. Oglądali mecz. Dziewczyna przywitała ich chłodnym "Cześć", po czym weszła na górę, do swojego pokoju.
Spojrzała na ekran telefonu. Dwanaście nieodebranych połączeń od Liama. Szybko wybrała jego numer, po czym nacisnęła zieloną słuchawkę. Odezwała się automatyczna sekretarka.
- Liam? - szepnęła zmartwionym głosem. - Przepraszam, że nie odbierałam. Komórka mi padła. Z resztą, do długa historia - wytłumaczyła chaotycznie. Jej serce zaczęło bić szybciej. Wiedziała, co musi mu powiedzieć, ale tak ciężko było jej zrzucić ten kamień z serca. Jej odrętwiałe palce zaczęły drżeć. Biła się z myślami usiłując wypowiedzieć te kilka, tak trudnych dla niej zdań. - Muszę ci coś powiedzieć i zrozumiem, jeśli nie będziesz chciał mnie więcej znać. Zrozumiem, jeśli to cię przerośnie i będziesz potrzebował czasu i zrozumiem nawet, jeżeli mi nie uwierzysz. Ja sama do końca w to nie wierzę… To nie jest rozmowa na telefon, więc proszę, skontaktuj się ze mną jak najszybciej - powiedziała niezdecydowanym głosem. - Kocham cię bardzo mocno i tęsknię - dodała szeptem. - Nie zapominaj Liam, kocham cię nad życie.
Rozłączyła się.
Tego wieczoru, wstrzymała łzy. Musiała być silna i nie mogła sobie pozwolić na płacz. Nie teraz, kiedy tak wiele od niej zależało.

od autorki: Ósemka już za nami. :)
Jak się podoba?
Dziękuję za wszystkie słowa wsparcia, jakie do mnie kierujecie. Jestem dozgonnie wdzięczna za Waszą pomoc i mobilizacje, jakiej regularnie mi dostarczacie. Każdy komentarz przybliża nas do kolejnego rozdziału, a jeżeli chcecie się dowiedzieć co będzie dalej, proszę, naskrobcie dla mnie te kilka słów. To naprawdę bardzo, ale to bardzo ważne. Razem z tym rozdziałem daję Wam ogromny kawał serca i byłoby mi miło, gdybyście się odwdzięczyły. :)

Pozdrawiam Was cieplutko, Ameliaxx
Jeżeli chcecie ze mną popisać, śmiało! Ja nie gryzę. ;)
GG- 33348455

15 komentarzy:

  1. no to jak z tą książką co ? ;] bo te opowiadanie, jak poprzednie idelanie sie do tego nadaje xx
    kocham.
    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  2. tak bardzo cudowny!
    uwielbiamuwielbiamuwielbiam *__*
    akcja ładnie się rozwija i mam nadzieję że następny pojawi się jak najszybciej :))
    a wgl to wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet XD

    OdpowiedzUsuń
  3. trochę spóźnione ale .. wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet !
    Rozdział genialny ! Brak słów żeby opisać jaki jest zajebisty ! Pisz, pisz, pisz !
    Meegaa uzależnia !!

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział świetny, a wygląd bloga przepiękny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie spodziewałam się, że z tego opowiadania wyjdzie coś takiego. Dzisiaj je wreszcie nadrobiłam i jestem pod wielkim wrażeniem. Powinnaś pisać książkę, nawet ci ją wydam, co ty na to?
    Najbardziej chyba podobał mi się rozdział z balem, był śliczny. Ogólnie cały blog jest piękny i taki dopracowany. Twój styl pisania jest niesamowity, tak jak twoja wyobraźnia. Uwielbiam postać Ivy i bardzo mnie ciekawi co jest między nią a Ethanem. Mam nadzieję, że wyjaśni się to w następnym rozdziale, jak również to, gdzie jest Tyler? Naprawdę nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i do następnego! :)
    http://letsworkthroughit.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem po prostu zachwycona opowiadaniem jak i równie wspaniałym wyglądem bloga! Brawo!
    your-kiss-unmissable.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam, że dopiero teraz komentuje Twojego bloga, ale jakoś wcześniej nie miałam czasu :( Co do treści to uważam, że nie ma się do czego przyczepić. Zadbałaś o każdy, nawet najmniejszy detal. Opowiadanie jest przepełnione emocjami, bardzo cieszy mnie fakt, że kończąc rozdział tak naprawdę nie mam pojęcia co czeka mnie w następnym :) Wydaje się (i zapewne tak jest) jakbyś wkładała swoje całe serce w to co piszesz. Z taką lekkością, odrobiną poczucia humoru - wszystko idealnie się prezentuje. Na koniec, koniec? Kurczę myślałam, że ten komentarz wyjdzie trochę dłuższy :D Wracając do tematu życzę Ci dużo weny, bo wiem, że czasami nam gdzieś umyka i trudno ją potem znaleźć. Wierze jednak, że Tobie przybędzie jej ze zdwojoną siłą czego będziemy świadkami w następnym rozdziale <3 Pozdrawiam: Avampi.
    PS. Zapraszam do siebie, mam nadzieję, że wpadniesz i ocenisz póki co pierwszy rozdział <3 http://our-fate-lives-within-us.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. WOW! Tyler porwany? Nie wierze. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Chelsea już trochę mnie wkurza. Jak może obwiniać Avalon? Skąd mogła wiedzieć, że coś takiego się stanie?
    Rozdział fantastyczny, ale to nic nowego. Tyle się działo. ;)
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Życzę duuuuużo weny :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham... Świetny.... Ale jedno mnie zastanawia... To, że jesteś dziewczyną Tylera .... Uuuuu sprzeczka między Chels i Tyler'em? ;p
    Ostro <3

    Kocham i niecierpliwie czekam ;*
    Aleksandra ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze przepraszam, że nie zostawiłam żadnego komentarzu pod wcześniejszymi rozdziałami, ale chciałam nadrobić "zaległości". Po drugie chciałabym Ci zwrócić uwagę na interpunkcję. Opowiadanie jest interesujące, tajemnicze, intrygujące i świetne. Co tu dużo mówić, zyskałaś nową czytelniczkę. Jednak mimo wszystko chyba to wszystko dzieje się zbyt szybko. Sama jestem zakochana w Tylerze, ma w sobie coś tajemniczego, mrocznego. Mam nadzieję, że Tylerze nic się nie stanie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Tyler porwany ? Ale się bd działo ! Avalon, Avalon, Avalon. Nie potrafię skomentować jej zachowania, może to przez ten obrót sprawy ? Nie wiem. Ale zgadzam się z koleżanką wyżej, akcja troche się za szybko dzieje. Oczywiście ty jesteś autorką i ty rządzisz. Czekamy na nexta ; D.
    Pozdrawiiam.
    Isiia.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nadrobiłam wszystko. Trochę mi to zajęło. Ale to dlatego, że zachwycałam się każdym rozdziałem! Tyle emocji, tak idealnie dopracowany... A do tego ten piękny wygląd bloga. No cud miód :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zostałaś nominowana do Libster Award!
    http://summer-love-again.blogspot.com/p/libster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie piszesz, normalnie uwielbiam twoje opowiadanie. Czuję się jakbym sama to przeżywała :)

    OdpowiedzUsuń