piątek, 22 marca 2013

Rozdział 10

Arshad - Girl On Fire

Mackenzie wpatrywała się w roześmianą twarz Jasona. Lubiła patrzeć na jego dołeczki w policzkach i iskierki w oczach. Siedzieli w jednej z alejek księgani. Przez mały luft wpadały promienie słońca oświetlające rumianą twarz blondynki.
Chłopak spojrzał w jej błękitne oczy. Przypominały mu bezchmurne niebo i morskie fale uderzające o brzeg. Splótł swoje palce z jej palcami. Założył kosmyk złocistych, niesfornych włosów za jej ucho. Byli pochłonięci swoim towarzystwem, zatraceni w swoich spojrzeniach, rytmicznym oddechu i biciu serc.
- Kiedy im powiemy? - zapytał niszcząc ich własną, osobistą mekkę.
- Może tak nigdy? - Uśmiechnęła się pozwalając by słońce pieściło jej jasnoróżowe, miękkie wargi.
- Nie chcę się już ukrywać - odparł.
- Ciii - szepnęła kładąc palec wskazujący na jego ustach. Ułożyła wygodnie głowę w zagłębieniu jego ramienia. - Nie psuj tego momentu. - Musnęła lekko jego policzek, po czym przymrużyła oczy pozwalając ponieść się chwili.
- Od dawna się tak nie czułem - wyszeptał gorliwie do jej ucha ozdobionego złotym kolczykiem.
Spojrzała się na niego.
- Jak?
- Tak dobrze jak teraz... - Pogładził jej dłoń. - Obiecuję ci, że już wkrótce nie będziemy musieli się ukrywać przed nikim. Avalon dowie się, że już nie musi mieć przede mną tajemnic, że już o wszystkim wiem.
- Proszę, nie mów jej na razie niczego - szepnęła. - Nie potrzebuję tego. Wystarczy, że jesteśmy razem.
Jason poprowadził opuszki palców lekko drżącej dłoni po jej rumianym policzku. Spojrzał prosto w jej oczy wyglądające jak dwa jeziora, w których odbijał się błękit nieba. Delikatnie dotknął jej miękkich, lepkich warg. Uśmiechnęła się przez pocałunek.
On ujął jej brodę, a ona zapomiała o całym, otaczającym ich świecie. Musnął jej wargi. Dotknęła ich pragnąc, by znowu swoimi pocałunkami zabrał ją do nieba, do innej rzeczywistości, innego świata.
- Czy to nie wydaje ci się magiczne? - zapytała szeptem.
Uśmiechnął się lekko kącikami ust.
- Dziękuję - powiedział, a jego oczy pod opieką brwi, zalśniły nieznanym jej wcześniej blaskiem.
Spojrzała na niego pytająco.
- Pozwoliłaś mi zapomnieć o bólu - wyjaśnił.
Po policzku Mackenzie szybko spłynęła łza rzeźbiąc na rumieńcu krystalicznie czysty tor.
- Nie płacz - powiedział ciepłym, pokrzepiającym głosem. - Lubię twój uśmiech.
Usiadła tuż przy nim pozwalając objąć się ramieniem.
Wtedy, nie istniało nic oprócz ich. Cały świat nie miał znaczenia, gdy trwali zatraceni w swoich spojrzeniach.


Avalon złapała rąbki prześcieradła, nie potrafiąc poradzić sobie ze świadomością, że musi wstać. Chwyciła w dłonie telefon komórkowy leżący na etażerce i odebrała przychodzące połączenie.
- Tak? - powiedziała chrypliwym, porannym głosem.
Spojrzała ukradkiem na zegar. Było po godzinie jedenastej.
- Przyjedź natychmiast. Wiem już, co musimy zrobić - powiedziała z przejęciem Chelsea.
Szatynka szybko się rozłączyła uniemożliwiając Avalon odezwanie się.
Zielonooka natychmiastowo poderwała się z łóżka, co niemalże przyprawiło ją o zawroty głowy. Wyjęła z komody zwykłą, granatową bluzkę z długim rękawem i jasne, dżinsowe spodnie. Nie zdążywszy nawet zjeść śniadania, pognała do furgonetki.
Przetarła oczy, przekręciła kluczyk w stacyjce, nacisnęła sprzęgło i wcisnęła pedał gazu.
Zgłośniła piosenkę w radiu i ruszyła przed siebie poprawiając na czerwonym świetle niedokładnie rozczesane długie, kasztanowe włosy.
Zatrzymała się przed posiadłością Nadprzyrodzonych. Trzasnęła drzwiami samochodu i bez skrępowania, weszła do środka.
- Nauczysz się w końcu pukać? - zapytała uszczypliwie brunetka na dzień dobry.
Avalon puściła jej uwagę mimo uszu.  Chelsea odłożyła na stolik szklankę whiskey i spojrzała się na nią z wyższością.
- Daj mi swoją rękę. - Szarpnęła ją za rękaw. Szybko wyjęła z tylnej kieszeni nóż i poprowadziła go po wewnętrznej stronie dłoni Avalon.
- Auć - jęknęła.
- Nie marudź, wiem co robię - warknęła. - A teraz, zaciśnij dłoń - rozkazała.
Brunetka posłusznie wykonała polecenie Chelsea, która podprowadziła probówkę pod jej dłoń.
- Teraz wystarczy, że wlejemy krew do kompasu... - przelała bordową ciecz do środka urządzenia. - I voilà.
- Co teraz?
- Kompas zasilony twoją krwią, powinien naprowadzić nas na Tylera.
- Nie możemy zrobić tej samej sztuczki, żeby odnaleźć Michaela? - zapytała nie rozumiejąc jeszcze do końca, kim właściwie jest Michael i jaką moc posiada. W końcu, aby być tak ważną postacią, chyba trzeba mieć paranormalne zdolności?
- Próbowaliśmy, ale kompas działa na określoną odległość i określony czas. Dopiero gdy będzie połączony z medalionem, stanie się na tyle silny, aby go odnaleźć.
- Łowcy chyba są wystarczająco inteligentni, by go wywieźć odpowiednio daleko?
- Nie wiedzą, że mamy kompas, więc jesteśmy o krok przed nimi. - Uśmiechnęła się zuchwale, trzymając w dłoniach małe, złote urządzenie. - Spójrz. - Pokazała dziewczynie kompas. Igła obrała kierunek.
Ethan z Clayem weszli do pomieszczenia.
- Udało się? - zapytał brunet przeczesując palcami swoją nienagannie ułożoną fryzurę.
Chelsea kiwnęła głową.
- W takim razie, na co czekamy? Czas skopać tyłki tym małym sukinsynom.

- Chyba powinniśmy najpierw ustalić jakiś plan działania? - odezwała się niepewnym głosem Avalon.
- Czego znowu nie rozumiesz? - Westchnęła ciężko Chelsea. - Jedziemy tam, ratujemy Tylera i kradniemy kompas. Resztę ustalimy podczas jazdy. Nie wiemy, jak daleko znajduje się ich siedziba. Mamy mało czasu, więc powinniśmy wyjechać już teraz, a z tego co wiem, tobie chyba najbardziej zależy na odbiciu Tylera? - Stanęła na przeciw niej dusząc ją swoim natarczywym, pewnym siebie oddechem.
Prychnęła cicho i ominąwszy ją szerokim łukiem, złapała za kurtkę i ruszyła w stronę samochodu.
Gdy tylko doszła do auta, usłyszała za sobą donośny śmiech. Nie wytrzymała. Odwróciła się gwałtownie.
- O co znowu chodzi?!
- Chyba nie myślałaś, że będziemy jechali z tobą tym gruchotem? - zapytała szatynka, mierząc ją kpiącym spojrzeniem. Otworzyła drzwi do swojego odpicowanego samochodu terenowego.
Avalon kiedyś zastanawiała się, jakim cudem stać ich na te wszystkie odjechane i nowoczesne gadżety. Zrozumiała, że mając moc tak silnej perswazji i hipnozy, również mogłaby mieć wszystko na pstryknięcie palców.
Niechętnie, zajęła miejsce na tylnym siedzeniu i jako jedyna zapięła się pasem. Obok niej, na obitym białą skórą, usiadła Chelsea.
- Masz zamiar z nimi walczyć w szpilkach? - zapytała Avalon przyglądając się z dezaprobatą kilkucentymetrowym obcasom. Może i nie były specjalnie wysokie, ale z pewnością nie były też wygodne.
- Nawet podczas mordu można wyglądać seksownie. - Uśmiechnęła się, przygryzając dolną wargę. - Ale co ty możesz o tym wiedzieć.
- Racja, przy tobie jestem szarą myszką... Tylko w takim razie, dlaczego Tyler woli mnie? - zapytała dosadnie. - Widocznie łatwe dziewczyny go nie pociągają - dodała, wzruszając lekko ramionami.
Chelsea spojrzała się na nią zacięcie, a ogień jej kawowych tęczówek zapłonął groźnie. Zacisnęła pięść z całej siły powodując paraliż całego ciała Avalon. Jej moc przeniknęła każdy mięsień.
- Przestań - jęknęła cicho przez zęby, jednak brunetka mocniej zacisnęła pięści, sprawiając większe cierpienie. Męczarnie nasilały się z każdą chwilą i dopiero głos Ethana wybudził Chelsea z transu.
- Zostaw ją w spokoju, już dostała nauczkę - mruknął.
Avalon doskonale wiedziała, że Clayton i Ethan bali się brunetki. W końcu, jej siła mogła spowodować ich śmierć lub sprawić niewyobrażalny ból. Była najstarsza, miała największe doświadczenie i to ona pod nieobecność Michaela wydawała polecenia.

A oni musieli się jej słuchać.
Chelsea odpuściła i zaczęła instruować Ethana mówiąc mu, w którym kierunku ma jechać.
- Zatrzymajcie się - rozkazała nagle, wybudzając Avalon z przemyśleń.
Ethan siedzący za kierownicą, zjechał na pobocze. Znajdowali się na pustkowiu, około pięćdziesięciu kilometrów od Uniontown. Byli otoczeni lasami. Tam, nawet szum wiatru wydawał się być podejrzliwy. Przez ciało Avalon przeszła nieprzyjemna fala dreszczy.
- To na pewno tutaj? - zapytała.
Chelsea pokazała jej kompas, którego igła magnetyczna kręciła się w kółko niczym oszalała. Serce brunetki przyspieszyło.
- Przecież tutaj niczego nie ma - zauważył Ethan, rozglądając się dookoła.
- Spójrzcie. - Clayton wskazał palcem na niewielki, zamieszkany dom znajdujący się nieopodal. Jego ściany porośnięte były mechem, przez co ciężko było go zauważyć.
- To tam - powiedziała Chelsea zdecydowanym głosem. - Wyciągnij z bagażnika sprzęt - rozkazała Claytonowi.
- Jesteś pewna? - zapytała Avalon cicho.
Brunetka nie odpowiedziała. Zgromiła ją tylko wzrokiem.
Ethan szturchnął dziewczynę  i wręczył jej pistolet. Spojrzała się na niego pytająco.
- Ale co ja... Co ja mam z tym zrobić? - szepnęła.
- W razie potrzeby, użyj tego. Dam ci małą wskazówkę, jeśli chcesz przeżyć, nie celuj w ich serce - powiedział.
Avalon przypatrzyła się niewielkiej broni. Przełknęła ślinę głośno zastanawiając się, w jaki sposób się jej używa.
Westchnęła ciężko.
Nie oglądając się za nią, Nadprzyrodzeni ruszyli przed siebie.
Brunetka ich dogoniła.
- Wejdziesz od tyłu - powiedziała Chelsea do Claytona. - Otworzę ci drzwi, kiedy będziemy już w środku.
Zanim zapukała do drzwi, Ethan spojrzał przelotnie na Avalon. Udawał, że nie widzi jej drżących dłoni i strachu wymalowanego na twarzy.
Po chwili, ktoś złapał za przerdzewiałą klamkę, która zaskrzypiała cicho. Dziewczyna widziała każdy ruch w spowolnionym tempie. Klatka po klatce. Jej serce biło z morderczą szybkością. Zacisnęła palce na broni mocniej, czując, jak krew powoli przestaje do nich dopływać.
Przez ułamek sekundy, zanim Ethan szybko i sprawnie uderzył pięścią mordę łowcy, Avalon widziała jego zdziwione, parszywe spojrzenie. Chelsea stanęła tuż nad nim mężczyzną. Zacisnęła pięści z całych sił, a żyła na jej czole zaczęła pulsować. Facet nie był w stanie wydobyć z siebie już żadnego dźwięku, ponieważ był tak bardzo sponiewierany mocą dziewczyny.
Ethan, wciąż bacznie się rozglądając, poszedł dalej. Kroczył długim, prostym korytarzem przed siebie. Dom był niewielki.
Nagle, zauważył siedmiu łowców siedzących w kuchni. Trzy kobiety i czterech mężczyzn. Szybko wycofał się, przywierając swoje ciało do zimnej ściany. Avalon zrobiła to samo. Posesja była naszpikowana łowcami. Żadne z Nadprzyrodzonych nie wiedziało, ilu dokładnie może się tam znajdować.
- Otwórz drzwi Claytonowi. Ja z Chelsea zajmiemy się łowcami. Znajdź Tylera, a Clayton niech zdobędzie medalion, jasne? - wyszeptał dysząc.
Dziewczyna pokiwała głową.
- Już - szepnął raptownie, po czym wtargnął do kuchni.
Łowcy natychmiast go osaczyli. Natarli na niego. Bronił się, strzelając z pistoletu w ich nogi i ramiona, jednak to ich nie powstrzymało. Jeden z nich, wymierzył mu cios pięścią w brzuch. Z ust Ethana wyprysnął bordowy strumień krwi plamiący ich ubrania. Kiedy czuł, że nie ma już szans, do kuchni weszła Chelsea. Ogłuszyła łowców, jednak ci mieli wystarczająco dużo sił, by ją dopaść w swoje łapy. Jeden z nich, złapał jej biodra zaciskając na nich mocno swoje szorstkie dłonie. Szatynka dobyła noża leżącego na blacie stołu i wbiła mu go w oko. Krew rozbryznęła się po całym pomieszczeniu, a on ją natychmiast wypuścił.
Avalon podbiegła do tylnych drzwi i otworzyła je. Przekazała Claytonowi czym ma się zająć, a sama zabrała się za szukanie Tylera. Rozglądała się, jednak w panującym amoku trudno było jej się skoncentrować.
Nagle, poczuła szarpnięcie. Nie zdążyła się odwrócić, bo postać trzymająca ją za ramiona, przycisnęła do jej gardła nóż. Oczy brunetki zaszły łzami. Spuściła lekko przerażony wzrok i zauważyła, że w podłodze znajduje się jakiś uchwyt. Wyprężyła wzrok. Był to uchwyt klapy, która musiała prowadzić do piwnicy.
Nie poddała się. Z całych sił, uderzyła napastnika łokciem w splot słoneczny. Zawył, a ona wykorzystując okazję i oddała strzał z pistoletu wprost w jego udo. Wiedziała, że nie powstrzyma go to na długo, więc szybko otworzyła klapę i zeszła po drabinie w głąb podziemi. Znajdował się tam skomplikowany układ pomieszczeń, o wiele większych niż jej się wydawało. Było tam sucho i duszno. Kaszlała, usiłując zaczerpnąć powietrza.
 Zaczęła błądzić. Ile tchu w piersiach, biegła po skruszonych kamieniach i żwirze. Skręciła w prawo.
Zobaczyła go.
Był przywiązany łańcuchami do jakiejś kolumny. Po jego ciele spływała krew, która w niektórych miejscach zdążyła już zakrzepnąć. Podbiegła do niego.
- Tyler! Tyler! - krzyczała oklepując policzki nieprzytomnego chłopaka.
Z trudem otworzył powieki, a zapłakana dziewczyna uśmiechnęła się niewyraźnie ze szczęścia. Chłopak nie był martwy.
- Uważaj - jęknął.
Avalon odwróciła się raptownie. Tuż za nią stał łowca. Wiedziała, że nie ma już szans na przeżycie. Nie miała dokąd uciec. Złapała za pistolet i drżącymi rękoma wycelowała nim w mężczyznę.
- Nie zbliżaj się do mnie, bo cię zastrzelę - wysapała.
Facet podszedł do niej bliżej, uśmiechając się szyderczo.
- W takim razie, zginiemy oboje - wydyszał.
Brunetka cofnęła się o kilka kroków, po czym osunęła się na kamienną ścianę.
Miał przewagę.
Spięła wargi w kreskę i w tym samym momencie, do pomieszczenia wbiegł Clayton. Dopadł łowcę. Złapał go za kark i z całej siły uderzył jego głową kilka razy o ścianę. Opadł na ziemię, a blondyn szybko złapał za kolczaste kajdany i rozszarpał je. Avalon była pod wrażeniem jego siły. Kiedy tylko wyswobodził Tylera, ten upadł w jego ramiona bezwładnie.
- Bądź silny, stary - powiedział żarliwie Clayton, podtrzymując go.
- Co mam zrobić? - zapytała Avalon hardym głosem.
- Utrzymasz go?
Pokiwała niepewnie głową. Miała wątłą posturę, ale mimo to, była wystarczająco silna, by pomóc mu iść.
- W takim razie, zabierz go do auta. Ja odnajdę medalion - odparł.
Dziewczyna z początku ugięła się pod ciężarem jego ciała, jednak dała radę. Tyler z trudem stawiał kolejne kroki. Był wycieńczony.
Cudem ominęła wszystkich łowców i dotarła do samochodu.

Położyła Tylera na tylnym siedzeniu. Wcisnęła się pomiędzy siedzenia. Brunet zakasłał. Jego ciało było zmasakrowane, brudne i zakrwawione. Klatka piersiowa była postrzępiona, rozerwana do mięsa. Położyła dłoń na jego czole oblanym potem.
Załkała cicho.
- Obiecuję, że wszystko będzie dobrze - powiedziała szeptem prowadząc palce po jego poliku. Na brudnej twarzy widniały dwie, czyste ścieżki, które wyrzeźbiły łzy.
- Dlaczego to robisz? - szepnął. - Dlaczego narażasz siebie dla mnie? Powinienem tam zginąć - powiedział z żalem w głosie.
Ona nie odpowiedziała i zamknąwszy oczy, delikatnie musnęła wargami jego czoło.
Zdziwił się, gdy to zrobiła.
Przez moment, nie widziała w nim zabójcy, zdrajcy i łajdaka. Przez moment, dostrzegła w nim osobę zagubioną i doświadczoną przez los.


Ethan i Chelsea nie mieli już sił, by odpierać ich ataki. Dziewczyna nie mogła zapanować nad mocami, które wciąż się rozpraszały. Brunet bronił się, jednak jego starania również były daremne, bo łowcy w końcu ich dopadli. Wymierzali coraz brutalniejsze ciosy, a oni nie mieli siły by się bronić. Jeden z nich, złapał Chelsea i przywarł ją do ściany. Następnie, uderzył z całych sił pięścią w brzuch tak mocno, że z jej ust wylał się bordowy płyn.
Nagle, do pomieszczenia wbiegł Clayton. Postrzelił kilku z nich, dzięki czemu Chelsea była wolna. Teraz do ona przywarła swojego napastnika do ściany i wbiła w jego ramiona noże. Tak głęboko, jak tylko mogła. Zaczął wrzeszczeć z bólu, a ona patrzyła na niego z satysfakcją upajając się widokiem jego cierpiącego ciała. Trójka z nich, z którą rozprawił się Ethan, leżała już na ziemi zwijając się z bólu.
Brunetka zaczerpnęła powietrza, wzięła kilka głębokich wdechów i skoncentrowała swoją siłę. Wszyscy natychmiast opadli na ziemię. Do jednego z nich podszedł Clayton. Przykucnął przy jego omdlałym ciele. Położył dłoń na jego ramieniu i wsłuchał się w jego myśli. Przeglądał je wszystkie, grzebiąc w jego umyśle. Łowca nie stawiał większych oporów.
Zobaczył medalion.
Już wiedział, gdzie się znajduje.
Ruszył przed siebie, a Ethan szedł zaraz za nim. Pozostawili Chelsea pozwalając jej do woli znęcać się nad ich ciałami.
W jednym z pokoi, znajdował się sejf. Trudno było go przeoczyć.
- Znasz kod? - zapytał brunet.
Clay uśmiechnął się przebiegle kącikiem ust. Wyjął z sejfu niewielką szkatułkę i nie zaglądając do jej środka wszedł do pomieszczenia, w którym znajdowała się Cheals. Położył dłoń na jej ramieniu.
Ta odwróciła się i uśmiechnęła pokazując rząd śnieżnobiałych zębów. Pozostawiła ich ciała na ziemi. Wiedziała, że wkrótce zregenerują siły, więc szybko wybiegli na zewnątrz i wsiedli do auta.
Samochód ruszył z piskiem opon. Tyler jęknął cicho.
- Spokojnie... Wytrzymaj jeszcze chwilę - powiedziała kojącym głosem Avalon, przez co spotkała się z gromiącym wzrokiem Chelsea.

Avalon wysłała krótkiego SMS'a do Liama prosząc, by w końcu się do niej odezwał. Od czasu ostatniej rozmowy, wyraźnie jej unikał. Później zadzwoniła do Josepha i powiedziała, że będzie trochę później, bo jest i Ivy i wkuwają na sprawdzian z historii Europy.
Chelsea wraz z Ethanem i Tylerem od dłuższego czasu siedzieli w sypialni bruneta. Avalon krążyła po salonie. Nie wpuścili jej do pokoju, chociaż to ona była główną prowokatorką akcji ratunkowej Tylera i miała prawo wiedzieć, jak on się czuje.
Clayton podał jej szklankę z whiskey. Był zadziwiająco spokojny. Z resztą, niebieskooki z reguły się odzywał. Był bardzo cichy, ale też dobry i szczery i honorowy. Posiadał wszystkie cechy, jakie powinien mieć przyjaciel, za co Avalon bardzo go ceniła.
- Dziękuję - powiedziała.
On sam, złapał za zgrabną szyjkę butelki i napił się.
- Myślisz, że go uleczy? - zapytała szeptem, przypominając sobie jego zmasakrowane ciało.
- Jestem tego pewny. - Uśmiechnął się lekko.
Wyszła na taras. Rozejrzała się po ogromnych, pięknych ogrodach posiadłości Nadprzyrodzonych.
- Za co ona mnie tak nienawidzi? - zapytała go z przejęciem.
- Jest zazdrosna.
- Ale o co?
- Naprawdę tego nie widzisz?
Pokręciła głową.
- O Tylera. Ich relacje są dla mnie niezrozumiałe mimo, że mieszkam z nimi pod jednym dachem, ale widzę, jak Tyler się na ciebie patrzy. Ona też widzi. Chelsea żywi do niego potężne uczucie, z którego wielkości chyba nawet ona do końca nie zdaje sobie sprawy - powiedział. - On jest w tobie zakochany. - Uśmiechnął się cierpko. 
- Nie jest. Nie może być... - odparła śmiejąc się histerycznie.
- Naprawdę jest ci tak ciężko w to uwierzyć? Czy może nie chcesz w to wierzyć, bo wiesz, że on tobie też nie jest obojętny? - zapytał. Nie odpowiedziała. - Jeszcze wspomnisz moje słowa, Avalon.
Wtem, obydwoje odwrócili się i weszli z powrotem do salonu widząc, że Tyler, Chelsea i Ethan schodzą na dół. Brunet był cały i zdrowy. Avalon odetchnęła z ulgą, uśmiechając się szeroko.
Rozwarła delikatnie wargi chcąc z nim porozmawiać, jednak przerwał jej irytujący dzwonek do drzwi. Zawsze dzwonił w najmniej odpowiedniej chwili.
Wszyscy, w jednej chwili się wzdrygnęli. Chelsea, schowała pistolet do kieszeni i ostrożnym krokiem podeszła do drzwi. O tej godzinie nie spodziewali się mile widzianych gości.
Otworzyła drzwi i oniemiała. Serce podeszło jej do gardła, a po karku spłynęły krople zimnego potu.
- Nie poznajesz już starego przyjaciela? - zapytał mężczyzna stojący na przeciw niej.
Przełknęła kulę gęstej śliny.
- Michael? Ale jak to... jak to możliwe? - wyjąkała.
- Tęskniłem, Chelsea - odparł, uśmiechając się zuchwale. - Może opowiem wam wszystko przy butelce dobrej, szkockiej z lodem?
Serce dziewczyny waliło jak oszalałe. Drżącą dłonią złapała za klamkę, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- Wejdź - szepnęła, a jej plecy obeszły ciarki.

 
od autorki: Powiedzmy, że 10 miał być nieco bardziej... spektakularny? No, ale wyszło jak wyszło. Co za dużo to nie zdrowo. :)
Mam tak dużo pomysłów na następne rozdziały, że szybciutko się nie pożegnamy. :P Korzystając z tej okazji, że to już 10 rozdział, chcę Wam ponownie, szczególnie mocno podziękować za to, że przy mnie jesteście, za to, że tak bardzo uszczęśliwiacie mnie swoimi komentarzami. Pisanie jest moją ogromną pasją. Chcę się w tym doskonalić, a w przyszłości może nawet pisać książki. Wiem, że przede mną jest ogrom pracy, ale się nie poddam i będę wytrwale dążyła do celu. Pomagacie mi rozwijać skrzydła, a ja chcę fruwać i wznosić się wysoko, więc proszę tylko o maleńką pomoc, o komentarze.
Pewnie pomyślicie, że wykorzystuje jakiś tani chwyt, że biorę Was na litość, ale naprawdę kocham pisać i kocham Was za to, że pomagacie mi się doskonalić i trwać w tym moim małym świecie wyobraźni.
DZIĘKUJĘ!
Będę wdzięczna za każdy komentarz pod OKRĄGŁĄ DZIESIĄTKĄ. :P
Pozdrawiam Was gorąco i życzę udanego weekendu, Ameliaxx

12 komentarzy:

  1. uuu, i pojawił sie on, Michael :) i jest uratowany Tayler. ojej, szkoda że Liam sie nie odzywa., kurcze co będzie dalej? cos przeczuwam że Avalon będzie z Taylerem, ale juz dla to tam... xD

    świetny rozdział, opisy zdarzeń niesamowite xx

    Klaudia Citylondon

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Nie spodziewałam się, że Michael się pojawi tak szybko. Ciekawe jak to się stało, że się uratował? Może wgl. nie był porwany tylko chciał zobaczyć jak poradzi sobie Chelsea?
    Już się bałam, że nie uratują Taylera :) Dobrze, że go uleczyli, bo jak opisywałaś jego męczarnie i to jak później wyglądał, to móg nie wyjść z tego cało.
    Clayton jest fantastyczny. Nie dziwie się, że Avalon uważa go za przyjaciela. Też takiego przyjaciela chce mieć!
    Ogólnie super, więc czekam na następny rozdział :)
    Pozdrawiam
    ps.
    Dla mnie to przyjemność czytać i komentować tak świetne opowiadanie. Poinformuj mnie jak wydasz książkę, ok?

    OdpowiedzUsuń
  3. http://why-dont-they-stay-young.blogspot.com/ nowy rozdział, zapraszam + ciekawa historia, fajnie piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakochałam się. ;d Ubóstwiam twoje opowiadanie. Masz ogromny talent. Ta historia jest niesamowita. Normalnie brakuje mi słów. Jeśli wydasz książkę na pewno będę chciała ją mieć w swojej kolekcji. Czekam na kolejną część. Buziaki ;*
    http://snytomarzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. rozdział jak najbardziej spektakularny :D początek cudowny, tak jak dalsza część ;d wchodzę na twojego bloga po kilka razy dziennie i sprawdzam czy jest coś nowego. cudowne opowiadanie i nie mogę doczekać się poznania twoich dalszych pomysłów, a podsyciłaś we mnie to pragnienie mówiąć że masz ich naprawde wiele. a tak na marginesie to zdecydowanie zakochałam się w Taylerze XD
    do następnego : ))))))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem idiotką i nie komentuję, bo nie umiem. Nie wiem, co ci napisać, bo głupie podoba się nie wystarcza, by określić, jak niesamowity jest ten rozdział i jak wielki masz talent, przed którym padam na twarz! Od samego początku jest wspaniały. Mackenzie i Jason razem? No proszę. Troszkę się tego spodziewałam, ale i tak mnie to zaskoczyło i on o wszystkim wie! Ciekawe, co na to Avalon? Potem sztuczka z kompasem i ratowanie Tylera! To była scena! Nie wiem, jak możesz mówić, że nie wyszła ci spektakularna! Wyszła i to jak! Wszystko w niej jest takie realistycznie, dopracowane, brutalne, ale przy tym niesamowite! Uwielbiam twojego bloga, a szczególnie kłótnie Avalon z Chelsea! Są świetne! Bardzo lubię też Claytona, jest taki miły i pozytywny. :)
    I jeszcze Michael na końcu! To było takie trolololo, i'm back bitches! Jak on uciekł?! Akurat po tym jak zdobyli medalion?! Coś mi tu nie gra... Wydaje mi się, że mężczyzna okaże się tym złym... Mam rację? Wiem, że nie możesz mi powiedzieć, ale mam, prawda? :)
    Pisz szybciutko kolejny, bo wrażenie, jakie robi na mnie twój blog, jest ogromne i łaknę więcej twoich rozdziałów! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest najlepsze opowiadanie jakie czytam lub czytalam. Piszesz lepiej niż genialnie! Historia wciągająca na max'a! Cały tydzień wyczekuję nowego rozdziału. Moim marzeniem jest aby pojawiały się wcześniej ale cóż, nikt nie zawala życia prywatnego i szkoły dla opowiadania :D Z niecierpliwością czekam te Twoje kolejne pomysły dotyczące tego opowiadania.
    Przyznam szczerze że pojawienie się ni stąd ni zowąd Michael'a trochę mnie zaniepokoiło, coś musi być z tym nie tak :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytalam opowiadanie, ale ponieważ było już późno postanowiłam skomentować dopiero dziś.
    Wow. Ta historia jest cudowna. Muszę szczerze przyznać , ze już dawno nie udało mi się trafić na tak fantastyczny blog. Szczerze powiedziawszy to szkoda mi Liama. Sama pewnie jeszcze gorzej bym zareagowała gdyby to moja druga polowka powiedziala, ze jest jasnowidzem i poluja na nia lowcy. Z drugiej strony to też troche przykre, ze on jej nie wspiera w tak ważnych chwilach dla niej. Poza tym. Podoba mi się postać Tylera w tym opowiadaniu. :) oh. I jeszcze mamy nasza slodka, niewinną Chelsea , która jak się dowiadujemy podkochuje się w Tylerze. Sama nie wiem co moge o niej powiedziec. Jej wrodzona empatia do Avalon jest troszkę przerażająca. Wydaje mi się, ze ta postać jeszcze nieźle namiesza w tym opowiadaniu. Oh. Chyba muszę ochłonąć, bo tak tu się rozpisuje, ze nie wiem czy to ma jakikolwiek sens. No nic. Opowiadanie genialne, a ja już koncze ten swój wywód. Obiecuje odezwac się przy kolejnym rozdziale, a bynajmniej bede się mocno starać nie przepuścić okazji do chwalenia Twojej cudownej osobki :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest spektakularny! Pojawienie się Michaela? Tak prędko? :D
    Wybacz, nie umiem komentować, nie jestem w tym dobra.
    Ale wiedz, że czekam na 11 rozdział z niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Jest strasznie spektakularny! :) Lubię Chelsea, jej złośliwość, okrucieństwo i władzę- uwielbiam ją! :3
    Pozdrawiam i życzę mnóstwa weny! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Trzynasty rozdział na 444-days-in-hell.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Aaa zajebisteee :D
    Uwielbiam to opowiadanie <3
    Micheal w końcu sie pojawił, Tyler uratowany, czego można jeszcze chcieć ? :P

    OdpowiedzUsuń